Kłębki, strzępki, kudełki...
Trochę się namieszało ostatnio... a raczej bardzo, i to od dłuższego czasu. Miałam pewne oczekiwania - zawiodłam się. Niektórych rzeczy nie oczekiwałam a się wydarzyły - i to też nie było dobre. Dawno nie pisałam, więc straciłam niejako rachubę... Na uczelni jeden fajny przedmiot. Jeden. Dopiero na trzecim roku. Ktoś by powiedział - dobrze, że jest ten jeden. Ale ja powiem - czy to nie świadczy, że jednak jest coś źle? Jeden przedmiot fajny, ale za to reszty nie cierpię. Czy tak powinno być? Ostatnio przeszłam porządne męczarnie. Oczywiście chcąc poprawić głupie kolokwium. I nawet nie chodzi o to, że nie poprawiłam go, że osoba odpytująca ewidentnie nie chciała żebym zaliczyła... a właściwie to o to właśnie chodzi. Z tym wiążą się różne ważne konsekwencje i większe problemy. Odpowiedź ustna jest... ponad moje siły w starciu z niektórymi ludźmi.
Zabierałam się do tego 'mało pozytywnego' posta już od dłuższego czasu, więc zapewne na blog nie trafiła całość oryginału (wyjętego spod grafitu...) Tak to już bywa ze mną, że za dużo myślę. I jednocześnie zbyt często się zawieszam :P
Hmm... teraz może spróbuję czegoś pozytywnego z dnia bieżącego...
Dziś niedziela, co oznacza, że jutro poniedziałek, a to z kolei oznacza, że jutro zajęcia z jeździectwa :) Prawdopodobnie będą pierwsze zajęcia o konkretach, czyli mamy pierwszy raz naprawdę spróbować jazdy... Najśmieszniejsze jest to, że nie boję się jeździć, zwierza się nie boję, a jedynie tego że trudno jest dobrze go osiodłać (a od tego zależy czy potem dam radę w ogóle pojechać) :P aczkolwiek cieszę się i wiem że na pewno będę próbowała :)
Co jeszcze z nowości... w piątek oglądałam Harry'ego Pottera nr 5. I nawet przyznam się, że się nie zawiodłam. Słyszałam niepochlebne komentarze, ale mimo wszystko jak na mój gust to nie było tak źle. No i były testrale :)