Google

niedziela, 25 listopada 2007

Kukuryk Zakwarelizowany

Dawno dawno temu, za górami, za lasami... w środę wieczorem pewna lunatyczna wiewiórka namalowała swój pierwszy obrazek przy użyciu akwareli. Pracowała nad nim długo, uczyła się jak mieszać ze sobą barwy aby uzyskać nowe, jak malować aby uzyskać odpowiednie kształty... Małe pędzelki których używała, zawierały jej własne włoski... ;) Obrazek, który powstał przedstawiał zwierzątko (a cóż innego mogłoby to być?). Kogutek nie był może piękny i okazały, nie posiadał też w swoim otoczeniu żadnego tła... ale wiewiórka i tak bardzo się ucieszyła z rezultatu swoich starań, spodobało jej się malowanie i postanowiła, że niedługo znów spróbuje stworzyć coś nowego :)
Jaki z tego morał? Czekajcie na nowe artworki :]

Masowe literki

Kłębki, strzępki, kudełki...
Trochę się namieszało ostatnio... a raczej bardzo, i to od dłuższego czasu. Miałam pewne oczekiwania - zawiodłam się. Niektórych rzeczy nie oczekiwałam a się wydarzyły - i to też nie było dobre. Dawno nie pisałam, więc straciłam niejako rachubę... Na uczelni jeden fajny przedmiot. Jeden. Dopiero na trzecim roku. Ktoś by powiedział - dobrze, że jest ten jeden. Ale ja powiem - czy to nie świadczy, że jednak jest coś źle? Jeden przedmiot fajny, ale za to reszty nie cierpię. Czy tak powinno być? Ostatnio przeszłam porządne męczarnie. Oczywiście chcąc poprawić głupie kolokwium. I nawet nie chodzi o to, że nie poprawiłam go, że osoba odpytująca ewidentnie nie chciała żebym zaliczyła... a właściwie to o to właśnie chodzi. Z tym wiążą się różne ważne konsekwencje i większe problemy. Odpowiedź ustna jest... ponad moje siły w starciu z niektórymi ludźmi.
Zabierałam się do tego 'mało pozytywnego' posta już od dłuższego czasu, więc zapewne na blog nie trafiła całość oryginału (wyjętego spod grafitu...) Tak to już bywa ze mną, że za dużo myślę. I jednocześnie zbyt często się zawieszam :P


Hmm... teraz może spróbuję czegoś pozytywnego z dnia bieżącego...
Dziś niedziela, co oznacza, że jutro poniedziałek, a to z kolei oznacza, że jutro zajęcia z jeździectwa :) Prawdopodobnie będą pierwsze zajęcia o konkretach, czyli mamy pierwszy raz naprawdę spróbować jazdy... Najśmieszniejsze jest to, że nie boję się jeździć, zwierza się nie boję, a jedynie tego że trudno jest dobrze go osiodłać (a od tego zależy czy potem dam radę w ogóle pojechać) :P aczkolwiek cieszę się i wiem że na pewno będę próbowała :)
Co jeszcze z nowości... w piątek oglądałam Harry'ego Pottera nr 5. I nawet przyznam się, że się nie zawiodłam. Słyszałam niepochlebne komentarze, ale mimo wszystko jak na mój gust to nie było tak źle. No i były testrale :)

poniedziałek, 19 listopada 2007

Coś się dzieje...

...no właśnie.
Jakoś wyszło tak że dawno tu nie zaglądałam, nie wrzucałam myśli... sama nie wiem dlaczego. Ale czuję, że szykuje się wpis masowy... niech no tylko znajdę odrobinę spokojnego, wolnego czasu, a nie tak z doskoku jak zwykle wieczorową (późnonocną) porą... Obecnie nie napiszę już nic więcej, a to właśnie dlatego że chciałabym napisać wszystko.